Odszedł nasz naczelny...
Jerzy Gronkowski, profesor na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego,
redaktor naczelny Postępów Fizyki, zmarł 6 lutego w wieku zaledwie 60 lat.
Mógł jeszcze
zdziałać wiele, także w Postępach, lecz przegrał nierówną
walkę z nieuleczalną - jak się okazało - chorobą.
Zaatakowała go ona mniej więcej rok temu. W ciągu
tego roku przebył trzy bardzo ciężkie operacje. Po każdej
z nich czuł się lepiej, lecz chyba na coraz krótszy czas,
a następujące potem pogorszenie było coraz bardziej dotkliwe.
Na początku grudnia ubiegłego roku medycyna poddała się. Po dwóch miesiącach Jurek zmarł.
Sprawdzając daty, stwierdziliśmy, że Jurek był z nami
w redakcji krócej niż nam się wydawało. Mamy wrażenie,
że przyszedł do nas bardzo dawno, a tymczasem jego
nazwisko pojawiło się w składzie komitetu redakcyjnego
w 1997 r. - raptem 12 lat temu. Jako redaktor naczelny występuje
od roku 2003, czyli kierował wydaniem zaledwie
sześciu roczników czasopisma.
Wrażenie, że był z nami niemal ,,od zawsze'', bierze
się pewnie stąd, że na pracę z nami w Postępach poświęcał niewiarygodnie dużo czasu. Każdą rzeczą zajmował
się niezwykle starannie i wyczerpująco. Wkrótce po przyjściu do redakcji stał
się jednym z jej filarów -
podejmował się niemal wszystkiego, tak że z czasem miał coraz
więcej obowiązków redakcyjnych. Po objęciu funkcji redaktora naczelnego
zajmował się wszystkim, na co innym
brakowało czasu. Mieliśmy świadomość, że bierze na siebie
zbyt wiele, lecz nie wszyscy i nie zawsze potrafiliśmy go
wspomóc.
Jego pracowitość i staranność (był prawdziwym perfekcjonistą, jak przystało na urodzonego redaktora) były
niezwykłe. Był gotów ulepszać teksty przysłanych nam artykułów niemal bez
końca oraz dyskutować z autorami
proponowane zmiany bardzo szczegółowo i cierpliwie. Pochłaniało to rzecz jasna
mnóstwo czasu i pracy, lecz
tych
nigdy nie żałował. Było jednak warto. Jeden z naszych autorów napisał do nas
po śmierci Jurka: ,,Jerzy zdobył
moje wielkie uznanie jako Redaktor - przygotowywanie z nim artykułu do druku
było
prawdziwą przyjemnością''. Czy może
być większy komplement dla redaktora?
My zapamiętamy go chyba najlepiej z dyskusji redakcyjnych, podczas
których cierpliwie i stanowczo tłumaczył
swe argumenty wtedy, gdy wiedział, że ma rację, a z dużą
uwagą pytał nas o zdanie lub radę, gdy nie miał co do tego
pewności. Zazwyczaj zresztą rację miał, a pomysły redakcyjne miał znakomite i w wielkiej ilości. Lecz życie (nawet
redakcyjne) to nie tylko praca i wysiłek. Jesteśmy pewni,
że Jurek bardzo dobrze się w Postępach czuł, a wszystkie
codzienne niewygody (w tym trudne potyczki z autorami)
po prostu lubił. I miał mnóstwo satysfakcji z każdego wydanego zeszytu.
Postępy przeszły pod jego kierownictwem swego rodzaju ,,face lifting''. Nie
nastąpiła żadna rewolucja, lecz
dostosowanie ich postaci do zmieniającego się świata, w wyniku czego
zmieniły się zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie. Zaczęły mieć kolorowe okładki, pojawiły się
znów reklamy. W treści zeszytów zaczęliśmy się więcej
niż poprzednio zajmować przedstawianiem ludzi z naszego
środowiska - pojawiły się notki o nowych profesorach,
zabiegaliśmy o notki biograficzne o laureatach nagród, np.
PTF i FNP, rozbudowaliśmy też informacje o laureatach
Nagrody Nobla. Zabiegaliśmy - ze zmiennym niestety powodzeniem - o wspomnienia
o odchodzących od nas kolegach-fizykach.
Na koniec warta ciągłego przypominania refleksja. Są
takie rzeczy i ludzie, których istnienia i obecności nie doceniamy w pełni,
póki są. Dopiero gdy ich zabraknie,
przekonujemy się, nieraz bardzo boleśnie, jak trudno bez nich
żyć i działać. Jurek z pewnością był taką osobą.
|